Jako AISN PTK z niepokojem przyjmujemy informacje o wyjątkach od tzw. ustawy kagańcowej. Wśród lekarzy, którzy ze względu na ratowanie życia mają być zwolnieni z limitu 𝟑𝟐𝟎 godzin pracy miesięcznie oraz mają być objęci wyższym limitem finansowania, wymienia się transplantologów, neonatologów i zespoły centrów urazowych. Pośród wielu innych specjalizacji, brakuje tu również 𝐤𝐚𝐫𝐝𝐢𝐨𝐥𝐨𝐠𝐨́𝐰 𝐢𝐧𝐭𝐞𝐫𝐰𝐞𝐧𝐜𝐲𝐣𝐧𝐲𝐜𝐡. To poważne przeoczenie. W Polsce działa jedna z najlepiej zorganizowanych w Europie sieci pracowni hemodynamicznych, które przez 𝟐𝟒 𝐠𝐨𝐝𝐳𝐢𝐧𝐲 𝐧𝐚 𝐝𝐨𝐛𝐞̨, 𝟕 𝐝𝐧𝐢 𝐰 𝐭𝐲𝐠𝐨𝐝𝐧𝐢𝐮, ratują pacjentów z ostrym zawałem serca. To dzięki niej śmiertelność z powodu zawału spadła w ostatnich dekadach tak wyraźnie. Ten system opiera się na ludziach — na kardiologach interwencyjnych, którzy w środku nocy, w święta i po długim dniu pracy wracają do pracowni, bo pacjent z zawałem STEMI, zatrzymaniem krążenia czy wstrząsem kardiogennym nie może czekać do rana. W ponad 150 ośrodkach dyżury pełni niespełna 700 certyfikowanych operatorów. Sztywny limit godzin bez wyjątku dla tej grupy realnie zagraża utrzymaniu ciągłości całodobowego dyżuru zawałowego w Polsce. W ostrym zawale serca każda minuta opóźnienia udrożnienia tętnicy oznacza większą martwicę, gorsze rokowanie i wyższe ryzyko zgonu. Zabiegu nie da się odłożyć ani „przekazać drugiej zmianie”, jeśli tej zmiany po prostu nie ma — a w wielu ośrodkach, zwłaszcza poza dużymi miastami, zespoły są nieliczne. Rozumiemy, że decyzję o wyjątkach mają podejmować dyrektorzy placówek. Uważamy jednak, że szczególna rola kardiologii interwencyjnej w ratowaniu życia powinna zostać wprost wskazana w przepisach — tak, by nie zależała od lokalnych interpretacji i by nie powstało ryzyko luk w całodobowym dostępie do leczenia zawału.
Apelujemy do Ministerstwo Zdrowia oraz parlamentarzystów o jednoznaczne uwzględnienie kardiologów interwencyjnych pełniących dyżury w pracowniach hemodynamicznych wśród lekarzy ratujących życie w trybie nagłym.





